Będę siedzieć całą noc i mówić do ciebie, nawet jeśli będziesz zatykać uszy. Będę wirtualnie trzymać cię za rękę za każdym razem gdy zniknie ci z oczu to malutkie światełko na końcu tunelu, przeklinając dzielące nas setki kilometrów. Będę powtarzać te same słowa, te same zaklęcia, nasze zaklęcia, jak mantrę, wierząc, że w końcu je usłyszysz. Zagłuszę miłością każde zło, które rozedrze Ci myśli, wyjmę szkło z Twoich oczu jak w tej starej bajce o Królowej Śniegu, którą opowiadała mi babcia. Rozprostuję twoje zaciśnięte dłonie i pocałuję każdy ślad po zbyt głęboko wbitym paznokciu. Będę cię kochać za siebie i za ciebie i na każdym kroku udowadniać, jak wiele jesteś warta dla mnie i dla reszty świata. Nawet jeśli nie będziesz chciała mnie słuchać. Zrozumiem.
Chciałabym potrafić pomóc ci zwalczyć wszystkie twoje demony, raz a porządnie, raz a do samego końca, ale na razie musimy zadowolić się małymi kroczkami. Kiedyś do tego dojdziemy, kiedyś złapiemy się za ręce, spojrzymy za siebie i będę mogła powiedzieć swoje ulubione "a nie mówiłam", zobaczysz. Może nie będziemy się z tego śmiać, bo to nigdy nie będzie zabawne, ale odetchniemy z ulgą, że wszystko nam się udało. jak zawsze.
Mówiłaś mi, że jeśli chcę pomagać innym, najpierw muszę pomóc sobie. Co jeśli pomaganie innym jest właśnie samopomocą? Fakt, że czuję się potrzebna, doceniona, że słyszę z twoich ust potwierdzenie że to, co robię ma sens, znaczy dla mnie więcej niż jakiekolwiek inne słowa. Powiedz, jak mam wierzyć w przypadki, skoro każdy dzień i każda nasza wspólna historia potwierdza tę moją cholerną filozofię. Pojawiłaś się znikąd, znienacka wchodząc w moje zadeptane życie i zamiast zadeptać je do końca, cegiełka po cegiełce pomagasz mi je odbudować. Z nieznajomej, wirtualnej, abstrakcyjnej osoby schowanej za monitorem setki kilometrów dalej, stałaś się tą najbliższą, dokańczającą moje zdania, czytającą mi w myślach. Codziennie pytam się czym na to zasłużyłam i dziękuję za to, że jesteś. Jeśli to nie jest znak, że będzie dobrze, to nie wiem, co nim jest.
Dałam Ci swoje serce z dziecięcą ufnością mówiąc że będę, na dobre i na złe. Nie zwątpię w siebie jeśli ty nie zwątpisz w nas. Trzymaj mnie za rękę, bij po mordzie i krzycz do ucha kiedy chowam się sama przed sobą, nie daj mi zaprzepaścić tego, co budujemy. Pomóż mi, kiedy każdym moim dwóm mozolnym krokom do przodu towarzyszy cios w tył głowy i błyskawiczny krok wstecz. Wiem, że z tobą potrafię. Wiem, że razem damy sobie radę. I może jestem naiwna, i może nie uczę się na błędach, i może nadal patrzę na życie wielkimi ufnymi oczami ośmiolatki... Ale wierzę, w nas.
Przyjaciółko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz