28 lutego 2015

15. Brak komentarzy:

Chcę krzyczeć. Moj Boże, tak bardzo chcę krzyczeć. Więc krzyczę, krzyczę aż znika świat dookoła, aż gardło odmówi posłuszeństwa, aż w głowie zagości upragniona pustka. Krzyczę głośno, krzyczę tak jak nigdy nie krzyczalam, a jednak nikt nie słyszy. Krzyczę do wewnątrz, przełykając łzy i modląc się, zeby nikt nie zauważył. 

Nie potrafię walczyć z bezsilnością, nigdy nie potrafiłam, znowu zapomniałam swojego zeszytu i jesli nigdzie nie ukierunkuję tego co się we mnie dzieje, może skończyc się źle. Nie potrafię określić kiedy to się zaczęło, panie doktorze. Być może dwa tygodnie temu, być może parę dni, być może po oblaniu egzaminu, a może dopiero teraz, przed minutą. Coś ciemnego krąży nad moją głową, a ja wiem, że nie wytrzymam teraz żadnego ataku. Jestem bezbronna i zamiast miecza mam tylko słowa. Słowa wypowiadane łamiącym sie głosem, bo ostatnio potrafię tylko plakac i płakać i płakać. Atak nie nadchodzi, zło powoli sączy mi się do ucha, wypełniając czaszkę i zniekształcając wzrok.

Jaka jest recepta na spokój? Na cierpliwość, kiedy od urodzenia byłaś najbardziej impulsywnym dzieckiem na podwórku? Kiedy krzyk i pośpiech i płacz nie pomogą, kiedy pomoże tylko czas? Jak cofnąć czas? Jak wcisnąć z powrotem w swoje usta słowa, ktore nigdy nie powinny sie tam pojawić? Jak utkać latający dywan, kiedy pociągi i portfel i wszystko dookoła zawodzi i wiesz ze jestes zdana tylko na siebie i gonitwę mysli tak nagłą, że czujesz, jak czaszka odkształca ci się od środka?

Nie wiem. Potrzebuję tego wszystkiego na raz, ale się nie dowiem. I bede plakac, krzyczeć, jeszcze przez długą chwilę, bo emocje zawsze wezmą górę nad rozsądkiem. Rozsądek jednak cicho szepcze, ze los w końcu się odmieni. Że przeciez karma wraca, a my jesteśmy już tak blisko. Że cierpliwość popłaca. I miłość popłaca. I optymizm też. A ja niczego nie jestem pewna, tylko miłości. I przez sekundę jest lepiej, przez sekundę, zanim znów fala przykryje mnie razem z głową i na chwilę stracę oddech. Ale przecież umiem pływać od małego, przecież w podstawówce byłam najlepsza na swoim torze. Nie puszczę twojej ręki. Płynę, rozpaczliwie macham nogami i zaciskam zęby. Do brzegu juz niedaleko. 

Kocham, żyję. Kocham, przeżyję.