24 kwietnia 2015

17. Brak komentarzy:

Jest jedna niepodważalna zasada: jeśli sprawisz, że czuję się źle - mam to w dupie. Ale jeśli sprawisz, że ktoś mi bliski czuje się źle... Mam nadzieję, że potrafisz szybko biegać. Chciałam już trzymać język za zębami, bo kłótnie "dla sportu" nudzą mi się po dwóch minutach, ale w momencie kiedy stwierdziłam ze już dość dotarło do mnie, że mam jeszcze całkiem dużo do powiedzenia. I tak, na fali wczorajszej gorącej dyskusji o tym czy "można wybrać czy ma się depresję", powstał ten wpis.


Pewnie połowa z was, która będzie to czytać nie wie o co chodzi, wićc gwoli wprowadzenia - wczoraj wieczorem dziewczyna jednego z muzyków (ktorego uwielbiam), osoba do ktorej mam wiele zastrzeżeń ale która uparcie wciera wszystkim w oczy zdrowy tryb zycia ("vegean raw bio homo sranie w banie) rzuciła czymś w stylu "obudź się rano i wybierz bycie szczęśliwym, tak, depresja to twoj wybór, daj jej kopa, wybierz radość". No i się we mnie zagotowało.

Nigdy mnie nie zdiagnozowali i pewnie nie zdiagnozują w najbliższym czasie, bo nie stać mnie na wycieczki po psychologach i terapie. Może kiedyś, a może po prostu uwielbiam sie nad sobą użalać i jestem leniwa i szukam usprawiedliwienia na swoją cipowatość. Jakkolwiek ze mną nie jest, to głupie i nie poparte niczym stwierdzenie ubodło nie tylko mnie, ale ludzi z mojego najbliższego otoczenia. Ludzi, którzy też mają taki bądź inny pokrewny problem.

Nie chce mi sie definiować depresji, wygooglowanie tego zajmie wam jakies 5 sekund. Fakty są takie (możecie mi zaufać, studiuje medycyne. hehe.) że jest to choroba. Poważna choroba, ktorą się leczy i na którą można umrzeć. I oczywiście, do pewnego stopnia jest "w głowie", ale z drugiej strony mamy zaburzenia w neurotransmisji i biochemii organizmu. Jasne, fajnie byłoby się codziennie budzić o świcie i myśleć "jest zajebiście, mogę wszystko, slońce świeci, mam dwie ręce i nogi, życie jest piękne, wybieram szczęście". Gdyby to było takie proste, połowa psychologów straciłaby pracę, a my na ulicach spotykalibyśmy samych szczęśliwych ludzi.

Tak nie jest i nawet mówienie że te słowa miały w intencji pokazać ludziom ze zawsze jest nadzieja i ze wszystko bedzie w porządku niewiele pomaga po fakcie. Jak czuje się człowiek będący w kiepskim stanie psychicznym słysząc takie słowa? Ano powiem wam, że średnio. To tak jakby ktoś powiedział mi w twarz, że po prostu nie chcę być szczęśliwa. Że gdybym każdego dnia postanawiała, że będę szczęśliwa, wszystko byłoby inaczej, a ja wybieram bycie smutną i płacz i leżenie w łożku całe dnie. Że czucie się jak śmieć i jawna autonienawiść to mój własny. kurwa. wybór. I mimo że dobrze wiem że tak nie jest i mimo gniewu i wściekłości i zdegustowania ludzką ignorancją, było mi zwyczajnie przykro. Bo wiem że choroba i ja to dwie różne rzeczy i gdyby była to kwestia wyboru, uwierzcie, byłabym najzdrowszym i najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zapamiętajcie wszyscy raz na zawsze, depresję da się wyleczyć, samemu bądz z pomocą, lekami bądz bez, ale to nie. jest. kwestia. wyboru. Amen.

Nie będzie morałów, daję wam to pod rozwagę. I rzucam dobrą radą, zanim powiecie jakąś prawdę oświeconą, nawet w najlepszej intencji, spróbujcie postawić się na miejscu osoby w ktorą wasze słowa godzą najbardziej. I jeszcze jedno - czasami lepiej przeprosić, a nie zasłaniać sie gęstymi wyjaśnieniami. Bo niesmak pozostaje na długo. Bez odbioru, pa.