edit: Pisałam poniższe słowa w pociągu, wracając z domu do Poznania. A
is jest wyjątkowo radosny. Kiedy skończyłam i sięgnęłam po telefon, okazało się, że czekają na mnie tragiczne wieści. Chłopak z mojego byłego liceum zginął spadając z 15 metrów po tym jak zarwał się pod nim balkon. Nadal nie mogę się pozbierać, bo w wieku 21 lat powinnam byc zapraszana na śluby swoich znajomych, a nie na pogrzeby. Byc moze nie powinnam o tym tu wspominać, ale... Uważajcie na siebie, proszę.
Pojawiam się na tym blogu raz na ruski rok a potem znikam bez śladu tylko zeby po kolejnych trzech miesiącach zaskoczyć was jakimś wyrwanym z kontekstu wpisem. Tak jak dziś. Cześć, to ja, wróciłam, od naszego ostatniego "spotkania" trochę się u mnie zmieniło i o tym chcę wam podpowiadać, tak dla odmiany nie będzie tu żadnych warknięć i burknięć tylko dużo prywaty.
9 września zdałam poprawkę z biochemii i tym sposobem nareszcie awansowałam na drugi rok studiów, po dwóch latach spędzonych na pierwszym. Przeprowadziłam się, a raczej wprowadziłam - razem z Olą wynajmujemy cudne dwupokojowe mieszkanie przy głównej ulicy. Konsekwentnie robimy je co raz bardziej "nasze"; upiększamy je dodając kolejne plakaty (nowe w kolekcji: kinowy z "Amy" i Pidżamy Porno z ich reaktywacyjnej trasy), stawiając świeże kwiaty i zapraszając do siebie znajomych. Jest nadspodziewanie dobrze.
W związku z tym, że mam dość duzo czasu wolnego (dwa dni zajęć w tygodniu az do świąt), rozpieszczam się. Chcę odczarować te studia i moje podejście do nich, chce zeby to z powrotem była moja pasja i przyjemność, a nie odruch wymiotny ze stresu na mysl o każdym kolejnym dniu i kolokwium. Cieżko darzyć pasją i miłością fizjologię i mikrobiologię, ale okazało się, że przy odrobinie chęci można znaleźć tysiąc innych rzeczy do roboty. Tak więc z uporem maniaka biegam na spotkania czterech kół naukowych (ginekologia i położnictwo, pediatria, psychiatria, medycyna prospektywna), mimo ze wszyscy marszczą nosy na wieść, ze jestem dopiero na drugim roku bo "niewiele bede z tego wszystkiego rozumieć, a na oddział mnie jeszcze nie puszczą" - nie ma problemu, pójdę za rok. Albo za dwa. Ale dajcie mi tu siedzieć i słuchać i czuć, ze to jest wlasnie to, co mnie interesuje. I że warto.
Przypomniałam sobie o istnieniu międzynarodowej organizacji studentów medycyny, takze ćwiczę refleks wpisując się na akcje maści wszelakiej, od leczenia misiów w przedszkolu przez pozyskiwanie potencjalnych dawców szpiku, pogadanki o profilaktyce raka piersi, po pomoc w klubach seniora czy noclegowniach dla bezdomnych. Od przyszłego tygodnia swój obszar zainteresowań poszerzam o prowadzenie w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych lekcji z zakresu edukacji seksualnej, zdrowia psychicznego i gender. Porwałam sie tez z motyką na słońce i złożyłam papiery na wakacyjną wymianę naukową. Wyniki juz 30 listopada, trzymajcie kciuki.
Wiem, jak bedzie wygladal mój trzeci rok studiów, kliniki, kontakt z pacjentami, pediatria, chirurgia, farmakologia i ciężko mi na sercu na samą myśl. Poradzę sobie, tym razem muszę, ale przedtem wycisnę z tego roku ile tylko będę w stanie. Jutro jedziemy z Olą do Berlina, na mikołajki lecę do Londynu zobaczyć się z ludźmi których uwielbiam, a których nie widziałam od matury. Planuję intensywnie dwoje dwudzieste drugie urodziny (to juz tyle?!) i planuję nareszcie ściąć włosy. Pracuję nad sobą, na razie jest mnie 2.5kg mniej, docelowo będzie 11kg. Chodzę na siłownię, odkrywam w w sobie głęboko ukryte pokłady talentu kulinarnego (to akurat idzie mi najoporniej), walczę z samooceną. Najciężej póki co patrzy mi się w lustro, ale to kwestia czasu. Zaczynam być zadowolona z tego co we środku, mam nadzieje, ze to co na zewnątrz też powoli zrówna ze mną krok.
Szkoda, że niektórzy nadal widzą we mnie tylko tę zagubioną ciemność sprzed parunastu miesięcy. Albo internetową mendę bez życia i ambicji.
Ale zdradzę wam sekret, wcale nie jest tak różowo jak napisałam wyżej. A raczej: jest, ale na pewno nie cały czas. Nadal często się potykam, płaczę i chcę poddawać, ale już za późno na poddawanie się, już wygramoliłam się z tamtego dołka. Czasem lepiej jest poupiększać rzeczywistość wokół siebie. A ja już jestem szczesliwa. I będę jeszcze bardziej.