Jakoś tydzien temu wypadały moje dwudzieste pierwsze urodziny. Spędziłam je najpiękniej jak jak tylko mogłam sobie wymarzyć, z osobą, z ktorą chciałam i w sposób jakiego wcześniej nie doświadczyłam. O ile nigdy nie pamiętałam konkretnych wydarzeń 5. stycznia, jestem pewna, że ten zapadnie mi w pamięć na długo, o ile nie na zawsze. Ale do rzeczy. Urodziny, kolejny skończony rok, po raz wtóry (zaraz po sylwestrze) czas na podsumowania. Tym razem trochę inne, bo dotyczące mojego - dość długiego, jakby nie patrzeć - życia. I może forma jest oklepana, trudno, będę się nią wspierać, bo taki miałam plan juz od jakiegoś czasu. Trigger warning, bo potrzebuję być absolutnie szczera sama ze sobą.
List do szesnastoletniej mnie.
Rycz dalej, słyszysz? Płacz ile tylko potrzebujesz. Wyrycz się, nie duś tego w sobie, bo emocje rozniosą cię od środka. Myślisz, że jest cieżko? Mama nie puściła cię na koncert? Znow śmiali sie z ciebie w klasie? Rycz, póki nie zabraknie ci łez. Krzycz w poduszkę. Uwierz, bedzie gorzej. Masz dopiero 16 lat, zaufaj mi, bedzie tysiąckrotnie gorzej. Ktoś złamie ci serce, boleśnie, ktoś odejdzie bez pożegnania, potkniesz sie o własne nogi, nabijesz sobie guza większego od całej twojej głowy na tej wyboistej scieżce, ktorą masz przed sobą. Płacz, dorastasz, to jest twoje święte prawo, a świętym prawem świata jest dawać ci po dupie, żebys miała nauczki na przyszłość i nie zapominała tych lekcji.
Jesli potrzebujesz zamknąć sie w pokoju, zostań tam. Włącz simple plan i słuchaj jak krzyczą "witaj w moim życiu". Kiedy spróbujesz to zrobic za 5 lat, nie będzie już tak samo. Ale nie odcinaj się od ludzi, pamiętaj, ludzie są ci potrzebni. Zwariujesz sama ze sobą. Kiedy nie masz gdzie się schować przed swoim umysłem, uciekaj do nich. Daj im się zagłuszyć. Śmiej się na siłę, obiecuję, że kiedyś w końcu zaśmiejesz się szczerze. Nie traktuj każdego jak potencjalnego wroga. Dopuszczaj do siebie tylko nielicznych, tylko ludzi którzy na to zasługują. Takie przyjaźnie owocują dopiero w przyszłości. A ludzie, którzy życzą ci źle? Znikną. Być moze teraz musisz oglądać ich dzien w dzien w ławce przed tobą, ale zniesiesz to.
Kłóć się z rodzicami, oczywiście ze cię nie rozumieją, każda szesnastolatka tak sądzi. Poczekaj, za parę lat to właśnie w nich odnajdziesz spokój, to oni bezwarunkowo wybaczą ci wszystko i będą martwili się o twoje życie. Nawet jeśli bedziesz czuła, ze zawiodłaś ich oczekiwania najbardziej jak to tylko możliwe.
Nie rób sobie krzywdy, nie ma sensu, być moze teraz twój problem przesłania ci świat, ale to twoja skóra, jedyna jaką masz, czy nie prościej jest wyżyć sie na kartce? Pisz, pisz dużo, jak najwięcej. Przestań rozkręcać temperówki, przestań dokupywać zapasowe ostrza do skalpela, jesteś silniejsza niz to. Nie niszcz się na własną prośbę.
Nie udawaj nikogo, nie kłam, nie oszukuj innych a tym bardziej samej siebie. Jeśli kochasz - dawaj z siebie wszystko. Wszystko i jeszcze więcej. Jesli ktoś zdecyduje się odejść - nie bedziesz miała do siebie żadnego żalu. Ale nigdy nie przestawaj walczyć, pokazuj, że ci zależy. Ludzie sie zmieniają, ludzie znikają bez słowa, nie bądź takim człowiekiem. Unikaj toksycznych znajomości, nie tkwij jeśli czujesz że niszczą cię od środka, ale jeśli jesteś pewna swoich uczuć, skacz w ogień. Najwyżej się sparzysz, czy to jakaś nowość? Poboli, przestanie, a ty nie będziesz żałować. Traktuj każdego człowieka jako lekcję. Lekcję dla twojej osobowości, lekcję o ludziach. Za 5 lat bedziesz czuła sie pewniej.
Nie płacz nad swoim wyglądem. Kiedyś przestaną wyzywać cię z powodu krzywych zębów i będziesz mogła uśmiechać się do zdjęć. Kiedyś przyjdzie ten moment w twoim życiu, że będziesz mogła zebrać się w sobie i w końcu zrzucić te wszystkie kilogramy, których przybyło ci ze smutku, stresu czy jakiegokolwiek innego powodu. Walcz o siebie. Nie popadaj w samozachwyt ale zaakceptuj swoje odbicie. Zmieniaj się dla siebie, nie dla innych. Znajdzie się osoba, która pokocha cię taką, jaka jesteś.
Nie wstydź sie. Nie wstydź się tego co myślisz, nie wstydź się tego czego słuchasz, to twoje życie i twoja sprawa, rób rzeczy, które sprawiają, że jesteś szczęśliwa. Dojrzali znajomi to zrozumieją i zaakceptują. Być moze dopiero na studiach, ale hej, całe zycie przed tobą. Jeśli za 5 lat nadal będziesz uważać, że stanie pod barierką i krzyczenie tekstów twoich ukochanych piosenek aż do bólu płuc czyni cię szczesliwą, nie wahaj sie ani chwili. Nie żałuj pieniędzy na koncerty, książki i bilety. Zachłystuj sie życiem.
O, juz nie płaczesz? Pozwól, że przepowiem ci przyszłość. Pierwsza miłość jest piękna, ale nie musi byc najważniejsza. Druga też nie. Czekaj, bo w twoim życiu jeszcze pojawi się ten ktoś i uwierz, to będzie taka osoba, jakiej prawdopodobnie się nie spodziewasz. Stres nie minie i problemy się nie zmniejszą, beda rosnąć razem z toba, a ty jeszcze nieraz poczujesz się jak zagubiony przedszkolak, ale z biegiem czasu nauczysz się z nimi radzić. Przewrócisz się jeszcze tysiąc razy, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże ci wstać. Piosenki, przy których teraz płaczesz staną sie tymi, które będziesz ze śmiechem i sentymentem śpiewać w samochodzie, prowadząc i trzymając dłoń na kolanie osoby, która stanie się całym twoim światem. Będzie ciężko, ale cholera, dasz sobie radę. I będziesz wspominać buntownicze lata z nostalgią, ale i z uśmiechem. A ta szesnastolatka z grzywką i zaryczaną twarzą wyrośnie na dwudziestojednolatkę, ktora jest szczęśliwa. Nie wyrzucaj z serca tej młodości, trzymaj ją najdłużej jak tylko potrafisz.
Wytrzyj oczy, wstań. Jutro jest kolejny dzien. Pozwól mu nadejść, bo najciemniej jest przed wschodem słońca.