15 lutego 2016

21. 1 komentarz:

- zjedz cos normalnego.
- nie.
- są placki ziemniaczane.
- nie, ziemniaki sa niezdrowe.
- sa naleśniki.
- jeszcze gorzej, zjem sobie sałatkę.

W ten oto sposób W. o 17 zjadła pierwszy "pełnowartościowy" posiłek tego dnia (z pominięciem jednej kromki chleba w szkole) - 5 listków roszponki, 1/3 pomidora, 6 oliwek i ćwierć papryki. I wiecie co, krew mnie zalała.

Nienawidzę waszej chorej, tumblrowej mody żerującej na słabszych i młodszych jednostkach. Waszego "nie masz dziury między nogami na pol metra - jestes grubym ścierwem". Tych durnowatych rozpisek, ze przy 1.65m wzrostu waga 40kg to cel, do ktorego należy dążyć i że skala BMI jest przekłamana i gówno mówi o człowieku. Waszych #goals #goals #goals. Nienawidzę, że zamiast racjonalnie tłumaczyć, podajecie w internecie na tacy stek bzdur - ze dziennie zapotrzebowanie organizmu to 1200 kcal, że kazdy tłuszcz jest zły, ze zdrowe są tylko warzywa. Prawie każda przeciętna piętnastolatka ma dostęp do internetu, a zgodnie z najnowszymi statystykami, co druga w tym wieku próbowała już się odchudzać. Co druga z tej połowy bedzie miała styczność z zaburzeniami odżywiania.

Chora kultura masowa i gloryfikacja dziecięcego ciała sprawia, że dziewczynki wkraczające w okres dorastania są przerażone zwiększeniem ilości tkanki tłuszczowej ma biodrach i brzuchu, rosnącymi piersiami, tym, że tracą swoją "chłopięcą" strukturę ciała, do ktorej przywykły przez kilkanaście lat. Z internetu krzyczą durnowate thinsipracje, wszystkie pro-ana motylki opowiadają o tym jak zajebiscie jest nie jeść. W sieciówce tryumfy święcą spódniczki w rozmiarze  L, w ktory przeciętna kobieta w wieku 22 lat wcisnęłaby najwyzej jedno udo. Ale my wiemy i chodzimy do innych sklepów. A dzieciaki z gimnazjum biorą to za regularny "duży", a przeciez to obciach. Nagle odkrywają, że te 3cm w których uda jeszcze sie stykają to cos, co spedza im sen z powiek, obrzydlistwo ktore należy tuszować za wszelką cenę i ktorego trzeba pozbyć się przy najbliższej okazji. Z L do M, z M do S, a w ogole to widziałam ostatnio na wystawie cos w rozmiarze 32, swietnie byłoby w to wejść! Za. Wszelką. Cenę. Moj rozmiar = moje szczęście. Moja wartość. Ten "tłuszcz" z ud na pewno zejdzie, jesli przez miesiąc bede jadła samą sałatę. A jak juz zejdzie, znajdę inny cel. Na przykład ten grubszy kawałek mojego ramienia. Kolejny miesiąc na sałacie.

Nie zrozumcie mnie źle. Praca nad sobą jest świetna, popieram plany zdrowego odżywiania i metamorfoz. Z dużej nadwagi do wagi prawidłowej. Ze zbyt wysokiego % tkanki tłuszczowej, do prawidłowej masy mięśniowej. Super! Ale nienawidzę was za to, że z trzema kilogramami niedowagi moja młodsza siostra uważa, że przydałyby się jej kolejne trzy. Że całą swoją wiedzę oparła na internetowych legendach, dietach Kopenhaskich i innych baletnicach i nadal wydaje jej się, że to oczywiste i normalne. Nie doceniacie podatności nastolatków, tego jakie są zapatrzone w siebie, najmądrzejsze na świecie i jak cieżko wybić im z głowy cos, co raz sobie wpoją. Zapamiętajcie sobie raz i na zawsze, że prowadząc fenomenalne blogi z poradami z anusa wziętymi jestescie odpowiedzialni za X osób, które przez zle informacje mogą zniszczyć sobie życie. Ja zabiorę młodą na terapię, żeby znów mogła patrzeć w lustro bez płaczu, ale ile dzieciaków zostaje bez tej pomocy? Pod rozwagę. Bez pozdrowień.