Zdenerwowałam się. A jak się denerwuję to automatycznie robi mi się gorzej, chce mi się ryczeć, robi mi się duszno. Miałam tego pod dostatkiem przez ostatnie parę dni, więc piszę. W emocjach, jak zwykle, więc jak zwykle przepraszam za wydźwięk zdań poniższych.
Spotkałam się w niedzielę z K., dziewczyną którą znam od podstawówki. Magiczna znajomość - widujemy się raz na miesiąc, trzy, sześć, ale każde nasze parogodzinne spotkanie otwiera mi oczy na wiele spraw. A najpiękniejsze jest to, że zgadzamy się chyba w każdej kwestii i, że chociaż rozmawiamy rzadko, potrafimy gadać i gadać bez końca. Ale do rzeczy.
W pewnym momencie temat zszedł na K. i jej byłą przyjaciółkę. Byłą, bo baby są jakieś inne i zwykła błaha pierdoła potrafi poróżnić je tak, że po latach bliskości z dnia na dzień przechodzą do etapu "wydłubałabym ci oczy widelcem i wyrwała te parszywe kudły". Tak już mamy, taka jest nasza natura i niektóre znajomości muszą się tak skończyć. Odechciało mi się już strzępić języka i przekonywać ludzi, że warto rozmawiać, bo to jest ogólna życiowa prawda. Tym razem chodzi mi o coś innego.
Masz pełne prawo wybrać, jakich ludzi chcesz w swoim życiu. Możesz sam zdecydować z kim chcesz rozmawiać, w jakim towarzystwie chcesz się obracać i z kim spędzasz czas. Nie potrafisz znaleźć sobie nikogo bliskiego w klasie? No trudno. Zdarza się. Moja klasa w liceum była wspaniała, więc nie mogę się z Tobą zidentyfikować, ale mogę Ci obiecać, że szkoła się skończy i poznasz innych wartościowych ludzi, a o tamtych zapomnisz po miesiącu. Masz przyjaciół w internecie? Świetnie, może kiedyś uda wam się spotkać, może nie, ale pielęgnuj te znajomości jeśli są wartościowe. W realnym życiu ludzie przychodzą i odchodzą, ale w tym wirtualnym również. Dlatego walcz ile możesz o tych, na których ci zależy.
To działa też w drugą stronę. K. desperacko potrzebowała ode mnie rozgrzeszenia za coś, co ujęła jako "gimbusiarskie zagrywki". Zmęczyła się patrzeniem na osobę, z którą nie chciała mieć do czynienia, jej humorkami, rzeczami, które publikowała w internecie specjalnie-przypadkiem-wcale-nie-pod-adresem-K. Któregoś dnia, mając absolutnie dosyć, po prostu wzięła gumkę i wymazała ją ze swojego życia. Wszystkie rozmowy, zdjęcia, znajomość na facebooku, instagramie, unfollowed, blocked, reported. Koniec. Pomijam fakt jak bardzo obrzydliwe jest publiczne oczernianie lub sprawianie komuś przykrości w sieci. Kiedy wiesz, że coś jest skierowane w ciebie, ale równocześnie wiesz, że w realnym życiu ta osoba nie miałaby odwago powiedzieć ci tego w twarz. Brzydzę się takimi ludźmi niesamowicie, anonimowość dodaje odwagi i pola do popisu.
I skąd ten wyrzut u K.? Przed internetem i całym naszym drugim wirtualnym życiem nie było problemu ze zrywaniem znajomości. Jeśli nie chciałeś kogoś w swoim życiu po prostu przestawałeś dzwonić, spotykać się. Taka osoba nie miała wglądu w twoją prywatność, w twoje myśli, w to co aktualnie robisz. Przez rozwój tych wszystkich sieci społecznościowych ludzie czują dziwny obowiązek bycia przyjacielem wszystkich. Nie, twój były chłopak, któy potraktował cię jak gówno nie musi mieć wglądu w to, gdzie byłaś na wakacjach. Nie, dziewczyna z twojego byłego liceum, która rozpuszcza o Tobie plotki w całym mieście nie musi patrzeć, jaką piosenkę udostępniasz. Nie, nie masz obowiązku czytać tego, co pisze o Tobie na twitterze XYZ, bo robi to tylko dlatego że WIE że to czytasz i WIE że zada ci tym ból.
Jeśli potrzebujesz pozwolenia i błogosławieństwa do usunięcia kogoś ze swojego życia - szczególnie tego wirtualnego - OTO ONO. Wybierz sobie znajomych, dobierz ich skrupulatnie i obiektywnie. Nie trać czasu na ludzi którzy zamiast odkrywać w Tobie najlepsze i cieszyć się Twoim szczęściem, sprawiają, że cierpisz. Do ciężkiej cholery, każdy ma prawo do szczęścia i każdy ma prawo wyboru. Ty też.
daję lajka ��
OdpowiedzUsuńkc za ten wpis