Rzecz bedzie o tesknocie. Dlugo brałam się za ten wpis, chyba sama bałam się z nim zmierzyć. Bo każdy tęskni, za czymś, za kimś, nieważne. Tęskni moja trzynastoletnia siostra, tęsknisz Ty, czytelniku, tęsknię i ja. Nieustannie.
Dotarło to do mnie dwa tygodnie temu, kiedy z sercem połamanym na tysiące kawałeczków leżałam na łóżku, tępym wzrokiem patrząc w sufit i przekonując się, że wszystko ze mną w porządku. Nie, nic nie było w porządku. Tesknota wpelzla mi do mózgu odbierając zdolność do skupienia się na czymkolwiek. Do wykonania najprostszej ludzkiej czynności. Byłam tylko ja, poduszka i to cholerne uczucie pustki, które fizycznie brzęczało mi w uszach. A przecież nic takiego się nie stało. Przecież ja tylko wróciłam do domu. Pomyślałam sobie w końcu, że jeśli tak ma wyglądać każdy koniec pięknego weekendu, to najwyższy czas nauczyć się sobie z tym radzić, bo przez tamte parę dni balansowałam na granicy szaleństwa.
Są trzy rodzaje tęsknoty.
Jest tęsknota toksyczna, wyniszczająca, za czymś, co nigdy nie wroci. Jak dementor w zakazanym lesie w trzeciej części HP, wysysa z człowieka całe szczęście, zamieniając je na cierpienie i ból. Jedynym rozwiązaniem jest wyrwać sie z tego jak najszybciej, nie pielęgnować w sobie uczuć, które niszczą cię od środka. Kiedy odszedł Ł. ("odszedł" to piękne słowo żeby opisać JAK to zrobił, pisząc do mnie dwuzdaniowa wiadomość tekstowa i zapominając o mojej egzystencji) płakałam przez tydzień. Nie jadłam, nie wychodziłam z pokoju, nie odzywałam sie do nikogo ani słowem. Siedziałam i płakałam, schudłam 5 kilo, nie widziałam swiata przez zapuchnięte oczy, a moja matka wykupiła dla mnie chyba cały zapas chusteczek w promieniu 10km. W końcu zabrakło mi łez. Tęsknilam przez rok. Codziennie czułam sie jakby ktoś brutalnie wyrywał cząstkę mnie, kiedy mijalam go na zbyt ciasnym szkolnym korytarzu, kiedy przez rok patrzyłam na najważniejszego człowieka w moim życiu ze świadomością, że ja juz nigdy nie bede dla niego tym kimś, kim on nadal był dla mnie. Aż któregoś dnia obudziłam sie z głośnym "wystarczy". I wystarczyło. Odnalazłam wokół siebie innych wartościowych ludzi, a dzieki nim na powrót odnalazłam siebie. Zrozumiałam, ze straciłam ten rok niszcząc się psychicznie na własne życzenie. Cztery lata pózniej to wspomnienie nadal boli i chyba nie przestanie, ale już nie tęsknię. Nie ma za kim, nigdy nie było. I cieszę sie, ze położyłam temu kres zanim to tęsknota skończyła ze mną.
Jest tęsknota sentymentalna, za miejscem, za wydarzeniem, za pewnym okresem w życiu, który minął. Za czymś, co moze wrócić ale nie musi. Tak, jak myśl o koncercie, ktora zawsze przepełnia mnie dziwną nostalgią, ale za razem wywołuje uśmiech. Tak jak wspomnienia z liceum i przywoływanie tysiąc razy anegdotek sprzed paru lat. Tak jak gdy przeglądam zdjęcia z wakacji rok temu, kiedy patrzę na swoją uśmiechniętą twarz, na Venice Beach rozciągająca sie za moimi plecami i czuję jak cos ściska mnie za gardło. Bylo tak pięknie, tak beztrosko, tak... Inaczej. Tęsknię. Ale mimo wszystko uśmiecham sie, do zdjęć, do wspomnień. Było. Minęło. To nie znaczy, ze nie będzie lepiej, piękniej, to nie znaczy, ze tam nie wrócę.
Jednak najpiękniejsza i ta, której wam życzę, jest ta ostatnia. Radosna, pełna nadziei. To z nią uczę się rozprawiać, rozmawiać, to ją próbuję oswoić. Kiedy żegnasz kogoś, kogo kochasz nad życie, kiedy przytulasz go na pożegnanie i twoj mózg jest gdzieś pomiędzy "z miłości zmiażdżę każdą najmniejszą kosteczkę w twoim ciele", a "zapakuję cię do walizki i zabiorę ze sobą", kiedy twoje serce chce wybuchnąć z żalu ale nie może, bo miłość i szczęście kurczowo trzymają je w całości - to właśnie to. I mimo, że w podświadomości tkwi to przeklęte uczucie pustki, mimo że łzy cisną się do oczu kiedy patrzę, jak znikasz mi z oczu stojąc na schodach odjeżdżającego pociągu. Kiedy moj autobus zostawia w tyle peron 1 i wyjeżdża w stronę mojego rodzinnego miasta. Te wspomnienia nie bolą. Nie ranią. Niezmiennie przywołują na twarz uśmiech, grzeją zmarznięte w deszczu dłonie i przywracają blask zmęczonym oczom. Wiem, ze wrócę. Wiem, ze wrócisz. I bede tęsknić, jak cholera. Ale bede rownież czekac. I będę szczęśliwa, bo wiem, ze jesteś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz