zastanawiałam się o czym napisać, tyle tematów przeszło mi przez myśl ale zwyczajnie nie miałam głowy do przelewania swoich wolnych myśli na "papier". mam w zanadrzu parę pomysłów, więc będę miała o czym (i mam nadzieję, że rownież dla kogo) pisać przez te wakacje. dzisiaj będzie optymistycznie, jako że mimo delikatnego kaca siedzę w pociągu w stronę milości i promienieję dobrym humorem. aha, potencjalny trigger warning, bo piszę to przede wszystkim dla siebie i lubię być ze sobą szczera, sori.
nie wiem, ile z was znało mmie rok temu. nie "kojarzyło" - znalo. pewnie niewiele, czasem zastanawiam się czy ja sama się znałam, bo kiedy teraz próbuję cofnąć sie myślami o 12 miesięcy czuję się jakby to wszystko przytrafiało się zupełnie innej osobie. nie chce mi się liczyć ile razy byłam przekonana, że nie ma juz dla mnie szansy. oblany rok, porażka za porażką, problemy w - dyplomatycznie mówiąc - życiu osobistym, poprawka ciągnąca sieę za mną przez całe wakacje, przyprawiająca mnie o nieustające uczucie pętli zaciskającej się na szyi... rany, ile razy chciałam rzucić to wszystko w pizdu i przejść się na most Rocha pooglądać Wartę z bardzo bliska...
wiecie, że wystarczy jedna osoba żeby z powrotem zechciało się wam chcieć? jedno światełko na końcu superdługiego tunelu, żebyście odnaleźli w sobie siłę żeby mimo wszystko uparcie dążyć do celu? spoko, dla mnie nadal brzmi to abstrakcyjnie ale przekonałam się na własnej skórze, że to prawda. przez ten rok akademicki nauczyłam się, albo odkryłam na nowo, parę życiowych prawd:
1. toksyczne osoby trzeba wycinać z życia natychmiast, bez żalu i mrugnięcia okiem
2. im głośniejsza muzyka, tym cichsze uczucia
3. nigdy nie rzucę palenia
4. podświadomość jest bardzo, bardzo przerazajacą rzeczą.
no wlaśnie, numer cztery. kiedy leczysz swoją dusze z całego zła tak jak ja próbuję cały czas, natrafiasz po drodze na najdziwniejsze rzeczy. na przykład na wspomnienia, które zepchnęłaś w tył czaszki tak głęboko ze nie jesteś pewna, czy to historia z książki, czy rzeczywiście przytrafiła się tobie 5 lat temu. nie będę w to wnikać. nie chcę, nie potrzebuję, czasami żałuję, że niektórych rzeczy nie da się wymazać z życia ale z drugiej strony jesteśmy suma wszystkich naszych doświadczeń, prawda? nawet tych złych. przerażającą rzeczą jest jednak odkrycie, że jeden człowiek potrafił zniszczyć mnie psychicznie 5 lat temu tak silnie, że do dzisiaj za to płacę. teraz myślę, że dobrze żeto odkryłam i zrozumiałam. że bez tej świadomości nigdy nie potrafiłabym dojść do porozumienia z sama sobą. cały czas się uczę wygrać z tym co mam tak wryte w łeb. i powoli, powoli, ale idzie mi co raz lepiej.
a jeśli chodzi o porozumienie z samą sobą, to jestem na wyśmienitej drodze. zamknęłam sesję letnią, moje myśli krążą już wokół nowego mieszkania, które w końcu będzie najbardziej moje, najbardziej NASZE jakie mogłoby być. ze świeżymi kwiatami i sobotnimi śniadaniami i aż duszne od milości. poza tym, czuję się lubiana, w końcu. i czuję się trochę pewniejsza siebie bez płotu na zębach. a kiedy dzisiaj rano moj współlokator chciał cwiczyć na mnie wkłucia wenflonem i szukając dogodnej żyły przyglądał sie moim bliznom, nawet nie drgnęłam. człowiek jest sumą swoich doświadczeń, a mi za niecały miesiąc stuknie rok bez robienia głupot. pierwszy raz od 2 lat odważyłam się przymierzyć strój kąpielowy i, o dziwo, toleruję się w nim. do milości jeszcze trochę, ale przynajmniej nie płaczę na samą myśl o wyjściu w nim na plażę. przywiozłam do Poznania swój stetoskop, bo zaczynam praktyki na oddziale za tydzien. szukanie fartucha i reszty "lekarskiego" mundurka sprawia mi taką radość, że ludzie którzy mnie znają kręcą głowami z dezaprobatą. proszę, zrozumcie. w zeszłym roku byłam pokonana. jaka przyszłość, jaka praca, przecież to jest nie do przejścia. w zeszłym roku widziałam się 6 stóp pod ziemią. w tym roku jestem 30 centymetrów ponad chodnikami.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńmam tego bloga założonego na innym mailu i nigdy nie dostaje powiadomień o komentarzach, ale twoj przeczytałam juz jakis czas temu tylko za każdym razem byłam zbyt leniwa zeby odpisać. dziekuje ci ogromnie za słowa uznania bo to nardzo duzo dla mnie znaczy :)
UsuńBardzo cieszy mnie to, że u Ciebie jest coraz lepiej, naprawdę. Nie znam cię osobiście, ale jakoś w głębi serca czuję, że jesteś dobrą, wrażliwą i dzielną osobą. Życzę ci jak najlepiej i po cichu kibicuję, żeby wszystko się ułożyło po twojej myśli, bo zasługujesz na to. Jesteś na dobrej drodze :)
OdpowiedzUsuńP.S. Przepraszam za składnię, mam problem z jasnym formułowaniem myśli.